niedziela, 30 czerwca 2013

Why you, not me

-Co tutaj robisz? - usłyszała męski głos za swoimi plecami i zamarła w bezruchu. Ścisnęła w ręku trzymany przez siebie notatnik i przeklnęła w duchu. Nie spodziewała się tu nikogo o takiej porze. Odwróciła się energicznie, a pasma jej czarnych włosów zawirowały w powietrzu, dając jej możliwość szybkiego schowania przedmiotu przed nieznajomym.
-Hm... ''co ja tu robię''? Mogłabym cię spytać dokładnie o to samo – odpowiedziała pytaniem na pytanie, mając nadzieję, że chłopak nie odkryje, po co tu przyszła.
-Tak się składa, że pilnuję tego miejsca – dziewczyna nie była pewna, w pomieszczeniu było ciemno, ale wydawało jej się, iż nieznajomy nieznacznie się uśmiechnął. Długa grzywka przysłaniała mu oczy, przez co prawie w ogóle nie widziała wyrazu jego twarzy. -Lepiej, abyś miała dobre wytłumaczenie, dlaczego kręcisz się tu o takiej porze. Inaczej będę zmuszony donieść o tym dyrekcji. - dokończył wypowiedź i szarmancko oparł się o framugę drzwi, w których stał.
-Nie! Powiem ci, ale nikomu o tym nie mów! - gwałtownie zaprotestowała, robiąc krok do przodu. Zapomniała o małym notatniku, który ukrywała, oraz który został dostrzeżony.
-Dobrze więc, porozmawiajmy o tym na górze. - zarządził i gestem dłoni nakazał dziewczynie wyjść na korytarz.
* * *
-Pozwól, że się upewnię: postanowiłaś wybrać się do szkoły o takiej godzinie tylko po to, aby odzyskać swój pamiętnik. Czy ty jesteś głupia? - zapytał z rozbawieniem, zapalając swojego papierosa. Znajdowali się na dachu, więc nie obowiązywały go żadne zakazy.
Na twarzy dziewczyny wypłynął rumieniec, więc szybko obróciła się do swojego rozmówcy plecami.
-To było dla mnie ważne, ok? Poza tym, nie chciałam, aby tata się o tym dowiedział. I tak uważa, że nic nie mogę sama zrobić. Wolałam to załatwić po swojemu. - wymamrotała z rękami splecionymi na klatce piersiowej.
-Hm... właściwie... - mężczyzna przybliżył się, chwycił jej głowę obydwiema rękami i odwrócił w swoją stronę. Przed twarzą mignęły jej blond włosy. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, aż po chwili ją puścił. - Jesteś córką dyrektora, prawda? Wcześniej tego nie zauważyłem, bo było za ciemno, ale to jednak ty.
-Rin. - rzuciła tylko, ale patrząc w zdezorientowane oczy nieznajomego, dodała: -Mam na imię Rin, a ty?
-Możesz mówić mi Kou. - powiedział z tajemniczym uśmiechem, dopalając papierosa.
-Tak więc... Kou... san... mógłbyś nie mówić o niczym tacie? - zapytała nieśmiało, patrząc przed siebie.
-Jasne. - odparł szybko, gasząc papierosa i wyrzucając go poza barierkę. -Pozostaje tylko pytanie: co ja będę z tego miał?
-Hę?! - tylko tyle zdołało się wydobyć z ust dziewczyny. Blondyn podążał ku niej powolnym krokiem, więc zmuszona była do cofnięcia się. Wszystko szło dobrze, dopóki nie poczuła ściany za plecami. Spanikowana, przylgnęła do niej. Kou tymczasem znalazł się już obok niej. Spojrzał na nią i oparł dłoń na ścianie, tuż obok jej głowy. Schylił głowę i powoli zaczął się przybliżać. W głowie Rin pojawiło się nagle tysiąc myśli. Nie miała pojęcia, co się dzieje ani jak powinna zareagować. Usłyszała przy uchu szept.
-I co teraz? - spojrzała na twarz mężczyzny, na której gościł irytujący uśmiech. -Przyszłaś tutaj ze mną tak beztrosko, nie pomyślałaś, że ja także mógłbym ci coś zrobić?
Kiedy tylko zrozumiała, co się dzieje, wyrwała się i pobiegła w stronę drzwi wyjściowych z dachu. W pośpiechu zdążyła tylko krzyknąć ''głupek Kou''. Biegła po schodach, pragnąc jak najszybciej znaleźć się już w domu. W jej głowie kłębiło się wiele nieznanych myśli. Postanowiła, że zajmie się tym później, jak tylko uda jej się uspokoić szybko bijące serce oraz zakryć zaróżowione policzki.
Postawiła tylko kilka kroków, gdy drogę przeleciał jej jastrząb. Okrążył ją kilka razy, po czym przycupnął jej na ramieniu, wesoło pohukując i lustrując ją wzrokiem.
-Czegóż tu poszukujesz, waćpan potężny Jastrzębiu? Czyżeż poszukujesz tutej mnie? Czy nie mnie? Powiedzmiże, mistrzu.
Jastrząb rozwinął swe piękne, złote, długie, błyszczące, zdrowe, czarne, dorodne skrzydła i pokazał je całemu światu, po czym odleciał w sobie tylko znanym kierunku. Kiedy znikał z horyzontu, posłał Rin pełen ciepła i pogody uśmiech. Spoglądając na uśmiech jastrzębia, zobaczyła majestatycznie podążające w kierunku dorodnego ptaka ciężkie strzały. Same się naprowadzały. Nie zdążyła dotrwać do finału wydarzeń, gdyż poczuła, jak zostaje pociągnięta w dół. Głęboka rozpacz wlała się do jej serca i zaczęła prosić o wybaczenie za uczynki popełnione w przeszłości. Kres zaczął się zbliżać, a słońce obracać. Czuła, że dryfuje. Jest na fali, wiatr szarpie jej włosy w majestatyczny sposób. Tylko cienki kontur ludzkiej postaci i autobus spoczywający przy drzewie pozostawiał pamięć o niej na ziemi. Nagrobek spoczywa.
______________________________________________________________________
Ostatnio nie mogłam przez bardzo długo nic napisać, ale w końcu się udało. Napisałam to coś i dzięki temu odzyskałam Wenę, więc jest dobrze. Teraz już biorę się za kolejny rozdział :D
Postanowiłam, że wstawię tu tego oneshota (?), ale błagam, nie bijcie mnie za to.

12 komentarzy:

  1. Mnie bardzo podoba się ten jedno part ;) Jest taki tajemniczy. Cudownie wszystko opisałaś. Naprawdę masz talent :D
    Czekan na nowy rozdział i życzę weny xx
    PS. Zapraszam do siebie http://drop-of-hope.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Shiibuya.blogspot.com właśnie ukazała się ocena Twojego bloga. Zapraszam do lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje! Nominowałam Cię do L. B. A. Więcej szczegółów na http://rybkaolka.blogspot.com/2013/07/i-nominacja-do-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam serdecznie na Zło Konieczne!
    Jest to stary-nowy serwis poświęcony reklamowaniu blogów. Dawniej swoje triumfy święcił na Onecie, a teraz przyszedł czas na Blogspot. Zachęcam do zajrzenia, rozejrzenia i pozostawienia swojej reklamy. Zło, mimo że z tradycjami, tworzy się na nowo, a jak się rozwinie, to się okaże. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku :)
    Pozdrawiam!
    Ferhora
    zlo-konieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz wielki talent. Gratuluję i zazdroszczę.

    Pozdrawiam, emocjonalna.

    slowotosilnenarzedzie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nim zdążyłam się głębiej nad tym zastanowić, tuż przed moim nosem zatrzymał się czarny samochód, z którego wysiadła jakaś kobieta. Było ciemno, więc nie widziałam jej zbyt dokładnie. Bez słowa rzuciła w kierunku Louisa kluczyki od auta, które złapał w locie tuż przed swoim nosem.

    - Dzięki, Lottie. – powiedział do kobiety, która odpowiedziała jedynie uśmiechem i weszła do środka – Chodź, odwiozę cię do domu. – rzucił z kolei w moim kierunku, a jego głos zabrzmiał wyjątkowo miękko.
    - Ale… Ja nie mam domu… - wybąkałam totalnie bez sensu jak mazgające się dziecko.
    - To gdziekolwiek. Nie będziesz tu tak siedzieć.


    http://insomnia-fanfiction.blogspot.com/


    .

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podoba styl jakim piszesz i w jaki sposób wszystko sobie wyobrażasz ... zazdroszczę

    Nominowałam Cię do LA jeśli jesteś zainteresowana to zapraszam do mnie: fotografowaniex.blogspot.com
    :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam do zareklamowania się: http://internetowy-spis.blogspot.com/
    Życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszamy na nasz nowy blog z ocenami blogowymi.

    Pozdrawiamy,
    Ocenialnia.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny !! Uwielbiam w wolnym czasie nadrobię resztę postów :))
    http://lifedreamscometrue.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Nieźle, nieźle. Opowiadanie, które piszesz, bardzo mi się podoba. Owszem, znalazłam kilka potknięć, a niektóre sytuacje były dla mnie niejasne i zagmatwane, ale cała historia jest ciekawa i masz potencjał, by ją napisać, tylko widzę, że cisza nastała. Szkoda, z chęcią przeczytałabym jakąś kontynuację i mam nadzieję, że takowa nastąpi.
    One-shot mi się podobał, tajemniczy, dobrze napisany... ale mogłaś zaznaczyć na początku, że nie ma związku z resztą bloga, bo kompletnie nie rozumiałam tego przeskoku. I to, jak pod koniec zaczęłaś opisywać skrzydła jastrzębia - w zupełności wystarczyłyby dwa, góra trzy epitety, a nie cała linijka, bo to aż dziwnie brzmi, nieprawdaż? Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Chodzi mi o ten fragment: ' Jastrząb rozwinął swe piękne, złote, długie, błyszczące, zdrowe, czarne, dorodne skrzydła i pokazał je całemu światu [...]'.
    W każdym razie, życzę powrotu do pisania, bo chciałabym zobaczyć, jak rozwinie się ta historia ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny blog !! :) http://camille-qh.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń