wtorek, 5 marca 2013

1: Przeczucia

 -Hej, Michi, pamiętasz jak się poznałyśmy? - z ust blondynki padło nieśmiałe pytanie. Leżała właśnie na łące, głowę opierając na kolanach swojej najlepszej przyjaciółki, Michelle. Kate, bo tak właśnie nazywała się owa blondynka, miała jasne włosy i tak samo jasne, niebieskie oczy. W rękach trzymała czerwony kwiat, ale widać było, że jej myśli skoncentrowane są na czymś innym.
-No... jasne, czemu pytasz? - spytała Michelle, lekko się uśmiechając. Pochyliła głowę, patrząc na twarz Kate, przez co jeden z kosmyków jej brązowych loków opadł jej na policzek.
-Bo tak jakoś mi się przypomniało... a jak pomyślę, że mogłybyśmy nigdy się nie spotkać i że to był przypadek... - zaczęła ostrożnie Kate, odgarniając sobie kosmyk włosów Michelle z twarzy.
-Przestań. Po co myśleć "Co by było, gdyby?"? Ważne, że jednak się znamy i że jesteś moją najlepszą przyjaciółką, albo i prawie siostrą, i że zrobiłabym dla ciebie wszystko, i że... - zaczęła wymieniać, lecz dziewczyna jej przerwała.
-Dobra, łapię, tak tylko pomyślałam - stwierdziła z uśmiechem Kate i powoli podniosła się z kolan przyjaciółki, kończąc siedząco prosto -Wiesz co? - spytała niespodziewanie. Odpowiedział jej przeczący ruch głowy, więc kontynuowała: -Kocham cię! - krzyknęła radośnie i rzuciła się na szyję Michelle. Ta, na początku była zdezorientowana.
-Masz w związku z tym jakieś plany? Bo wiesz, mówisz to akurat teraz, w odizolowanym miejscu, gdzie jesteśmy tylko my... - powiedziała z udawanym zdziwieniem, specjalnie sugestywnie opuszczając ramiączko swojej bluzki nieco niżej. Chwilę później podziwiała całkowicie zdezorientowany wyraz twarzy Kate. Nie mogła się powstrzymać, więc wybuchnęła śmiechem.
-Pff! Nie myśl sobie, po prostu wymyślałam swoją odpowiedź. - zaznaczyła szybko blondynka i splotła swoje ręce na piersi.
-Czemu? Nie kochasz mnie już? - zapytała słodko Michelle, robiąc najbardziej niewinną minę, na jaką było ją stać. Przez kolejne kilka godzin napawała się reakcją Kate.

* * *

Powoli wyciągnęła pęk kluczy z torby i otworzyła drzwi wejściowe. Łatwo dało się zauważyć, że ani w holu, ani w korytarzu nikogo nie było. Przedpokój był stosunkowo mały, ale łączył się z holem, który z kolei prowadził do bardzo dużej ilości pomieszczeń. Na parterze znajdował się salon, kuchnia, łazienka, sypialnia, która była nieużywana, gabinet, oraz inne 2 pokoje, które służyły jako schowek. Hol prowadził także do schodów na pierwsze piętro, na którym znajdowała się sypialnia Michelle, jej łazienka oraz garderoba, a także sypialnia jej matki, także z łazienką. Obie wiedziały, że był to duży dom jak dla nich dwóch, ale nie chciały się z niego wyprowadzać. Był to bowiem dom, który został zbudowany przez ojca Michelle, kiedy ten jeszcze żył...
-Mamo, już jestem! - krzyknęła w głąb domu, odwieszając swój płaszcz i powoli zdejmując swoje buty. Wsunęła na nogi puchate kapcie z wizerunkami kotków i powoli poczłapała do kuchni. Tak jak się spodziewała, jej mama spędzała czas przy kuchence, na uszach zaś mając bezprzewodowe słuchawki. Michelle podeszła do niej od tyłu i poklepała ją po ramieniu. Kobieta podskoczyła i nieco wystraszonym wzrokiem spojrzała na szatynkę.
-Oh, Michelle, to ty. Dziecko, nie strasz mnie tak więcej. Ale dobrze, że już jesteś... przydasz się - powiedziała, ale Michelle wiedziała, że właśnie myśli, w czym mogłaby ją wykorzystać.
-Och tak, mamo, ja też cię kocham. Tak, spotkanie z Kate było fajne. Och, mamo, to miłe, że prosisz mnie o pomoc. Nie, nie jestem głodna... - zaczęła teatralnym tonem, w pasie przewiązując sobie fartuch.
-Widzisz, kochanie? Dokonałaś złego wyboru, aktorstwo pasuje do ciebie bardziej niż modeling - powiedziała kobieta z lekkim uśmiechem na ustach. Podała córce trzepaczkę do jajek, a sama zajęła się odmierzaniem mleka i mąki. W szafki na górze wyjęła wielką białą miskę, do której włożyła wcześniej wydozowane składniki. Piana z białek także była już gotowa, teraz wystarczyło już tylko... -Och! - wydała z siebie okrzyk, uderzając otwartą dłonią w czoło. - Michi, mamy problem, chyba zapomniałam kupić czekoladę! - w jej oczach widać było przerażenie.
-I rozumiem, że to ja muszę po nią teraz biec? - spytała, ale nie czekała na odpowiedź, tylko skierowała się z powrotem do przedpokoju. Kiedy jej rodzicielka także do niego weszła, dziewczyna już wkładała buty.
-Kochanie, ratujesz mi życie! Jak ciastka będą już gotowe, to obiecuję, że będziesz pierwszą, która ich zkosztuje! - powiedziała uradowana i poczochrała jej włosy -Tylko może załóż kaptur, żeby nikt nie zobaczył twojej twarzy i cię nie poznał... - dodała w zamyśle. Michelle wiedziała, że był to dobry pomysł. Odkąd jej twarz stała się rozpoznawalna, często zaczepiana była na ulicach, zawsze ktoś ją rozpoznawał. Osoby, które prosiły o autograf lub zdjęcie nie były tak groźne jak te, które wykrzykiwały lub nawet jej groziły. Kiedyś chodziła z ochroną, ale za bardzo przyciągała uwagę, więc musiała po prostu ukrywać swoją tożsamość. Nie było to trudne, kaptur zazwyczaj załatwiał sprawę.
-Spokojnie mamo, będę uważać - uśmiechnęła się do matki w progu i wybiegła na ulicę, kierując się szybko w stronę najbliższego sklepu spożywczego. Ich dom znajdował się w stusunkowo zamożnej dzielnicy, więc była ona zadbana. Szatynka po drodze mijała rabatki kwiatów, równo posadzone drzewa, parki, ogrody, a nawet fontanny, które się tam znajdowały. Na ulicach wciąż świeciły latarnie, więc było dosyć jasno. Po chodnikach gdzieniegdzie przechadzało się kilku przechodniów, więc było dosyć dużo ludzi, aby uznać okolicę za bezpieczną.
Michelle wpadła do sklepu i od razu sięgnęła po pierwszą czekoladę, jaką ujrzała. Skierowała się z nią do kasy, ale przystanęła na chwilę, nie dowierzając własnym oczom. Podeszła bliżej do kasy, aby móc spojrzeć bliżej na kasjera.
-Louise? - spytała, patrząc chłopakowi w oczy -Czemu mi nie powiedziałeś, że zaczynasz tu pracować! - powiedziała nieco głośniej, zdejmując kaptur, aby mógł ją rozpoznać.
-Michi... no nie, ze wszystkich, czemu to musisz być akurat ty...? - wzniósł ręce do nieba w teatralnym geście, ale zaraz potem się uśmiechnął, spoglądając na czekoladę w rękach dziewczyny -Och, może się na tym nie znam, ale czy nie powinnaś być na diecie? W końcu nikt nie chciałby patrzeć na ciebie, jak... - zaczął z ironicznym uśmieszkiem, ale Michelle zrobiła taktyczne przejście i wbiła mu dwa palce między żebra.
-Jeszcze chwila, a... byłbyś martwy! - powiedziała na jednym wydechu i splotła ręce na piersi.
Louise uniósł ręce w obronnym geście i policzył jej za czekoladę, krótko z nią rozmawiając. Miał się właśnie pożegnać z dziewczyną, kiedy coś zauważył. Był to nic nieznaczący ruch pomiędzy alejkami, ale chłopak miał złe przeczucie. Złapał dziewczynę za rękę i mocnym pociągnięciem przybliżył do siebie.
-Uważaj na siebie... dobra? - wyszeptał jej na ucho, kosmykami swoich włosów łaskocząc policzek. Szatynka odskoczyła od niego jak oparzona.
-Boże, Louise, nie rób tak, przestraszyłeś mnie! - krzyknęła, zasłaniając dłonią swoje rumieńce na policzkach. Zaskoczył ją, robiąc to tak nagle, tym bardziej, że ona...
Chłopak wystawił jej tylko język.

* * *

Wyszła ze sklepu i szybkim krokiem skierowała się do domu. Zbyt długo rozmawiała z Louisem i jej mama musiała się niepokoić. Nie kłopotała się już nawet z zakładaniem kaptura, pozwoliła swoim włosom wydostać się spod ubrania i delikatnie powiewać na wietrze. Ręce włożyła w kieszenie bluzy, rozglądając się dookoła. Przechodziła właśnie obok jej ulubionego parku, w którym rosło wiele róż. Bardzo lubiła przesiadywać tam razem z Kate, nigdy nie miała dość oglądania tego widoku. W pewnym momencie przystanęła, ponieważ poczuła wibracje swojego telefonu. Wyciągnęła go z kieszeni spodni i odczytała nowo otrzymanego sms'a. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła jego treść. Fotograf z jutrzejszej sesji zgodził się, aby przyprowadziła na plan jedną osobę ze sobą! Nie mogła się doczekać, aż powie o tym przyjaciółce, blondynka z pewnością będzie zachwycona. Od dłuższego czasu chciała zobaczyć, jak pracuje Michelle. Dodatkowo, pozowanie przed aparatem z poczuciem, że ktoś ważny dla ciebie dodaje ci sił, sprawiało, że Michelle była pełna energii i chęci do pracy. W radości schowała telefon do kieszeni i zaczęła biec przez resztę drogi powrotnej.
Nie zauważyła przez to, że już od dłuższego czasu podążał za nią cień, bezlitośnie analizując każdy jej ruch...

__________________
Rozdział pierwszy jest. Wciąż go poprawiałam, więc mam nadzieję, że się spodoba. 
Kolejny rozdział... mam zamiar, aby był nieco dłuższy, więc nie wiem, ile zajmie mi jego napisanie. Mam nadzieję, że poczekacie!



19 komentarzy:

  1. Czekałam na ten rozdział, jest zarąbisty, ale po przeczytaniu zostaje niedosyt, bo wciąż nie wiemy nic konkretnego na temat fabuły. Ale to dobrze, bo aż chce się wracać po więcej. :)
    Czekam na kolejną część. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG TO JEST ZAJEBISTE.!! O.o
    Masz fajny styl , aż chce sie wiedzieć co dalej.! Kocham jak zapisujesz rozmowy i twoje poczucie humoru tez.! Serio , jestes jedną z najlepszych pisarej , jakie czytałam w necie.! ;33
    Jak dla mnie możesz napisać ksiąrzkę , chciałabym przeczytać , jeśli też byłaby taka dobra. @*@
    A co do tego , to zakochałam się w michelle , ciekawa jestem co się z nią stanie.! Bo zappowiada się mrocznie , a ja to lubie.! :DD
    POZDRAWIAM I CZEKM NA NEXT.! ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz całkiem fajny styl pisania, a dialogi masz ładnie rozbudowane. Trochę nie pasują mi imiona, ale to według gustu.
    A i jeszcze coś - życie nie może się wywrócić o 360 stopni bo to znaczy, że się w ogóle nie zmienia XD
    Zmień, że się żmieniło o 180 stopni - tak powinno być :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, wszystko jest idealne, lecz imiona ... ehh... ale spokojnie :) jest świetnie. Czekam na kolejny rozdział :D
    Nie, nie mam więcej nic do dodania. Żadnych błędów nie wyłapałam. A czekaj - sprawdzę jeszcze raz.Tak. Błędów brak (czego chyba nie można powiedzieć o tym komentarzu :p)


    A teraz wybacz, ale bezczelnie tutaj zaspamuję :D

    Rok 1943. Polska
    "...Jego ręka spoczęła na mojej tali, chroniąc mnie jednocześnie przed upadkiem. Wyciągnął drugą rękę w kierunku swojego pistoletu. Odbezpieczył go i wycelował.
    Zdążyłam jeszcze powiedzieć "Zdrajca", zanim wyczerpana osunęłam się bez czucia na jego pierś"

    http://przez-burze-wojny.blogspot.com/

    PS. Broń Boże nie obraziłabym się, gdybyś mnie powiadamiała o nowych notkach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,byłoby miło,gdybyś przeczytała rozdział na moim blogu i po prostu zostawiła adres do Twojego bloga.Na pewno bym weszła,więc nie musisz mi streszczać opisu twojego opowiadania w komentatzu,które uważam za bardzo ciekawe. Korci mnie,co miała na myśli mama Michelle mówiąc,aby założyła kaptur.Czyżby była jakąś sławną modelką? Czekam na kolejny rozdział ^^
    legendaavalonu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się bardzo podoba, ciekawie się zaczyna. Oby tak dalej ;)
    + obserwuję i zapraszam do mnie ;3
    http://67igrzyskaoczamijulites.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. No, świetnie się zaczyna. :) Jak najbardziej zaobserwuję.
    Masz ciekawy styl pisania, wciągający i wnoszący wiele poprawek do mojego opowiadania, które nie jest opublikowane. :)
    Pozdrawiam serdecznie, czekam na następny rozdział.
    ~ ginny000 z wypytaj.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie ; *
    Masz talent. Boski nagłówek.
    Następny rozdział kiedy ?
    obserwuje jako Siska.
    http://sylwia-sylwiia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaczyna się świetnie. Opowiadanie jest długie, ale nie można się przy nim nudzić
    +obserwuję
    zapraszam do mnie
    http://complywithyourdreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. hmm ciekawy rozdział, chociaż na początku myślałam, że między dziewczynami istnieje jakaś większa wieź niż przyjaźń :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Końcówka trzyma w napięciu, za co należą się wielkie brawa dla autorki!Zaintrygowała mnie fabuła, wydaje mi się, że wplecie się ty jakiś wątek dramatu, może tragedii. Z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń, bo niesamowicie wciągnęła mnie ta historia. ;)

    http://i-can-see-it-in-your-smile.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Niezłe masz pióro i wyobraźnię, czekam na dalszą część historii. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie piszesz, nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  14. Muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie. Widać, że bardzo przyłożyłaś się do pisania, nie znalazłam ani jednego, nawet najmniejszego błędu! Naprawdę miło czyta się takie dopracowane blogi! :)
    Oczywiście przezabawna rozmowa Kate i Michi, lubię takie niewymuszone i przede wszystkim zabawne sytuacje opisane z dużą swobodą przez autora.
    Po Twoim sposobie pisania wnioskuję, że masz talent i zadatki na pisarką, o jak Ci zazdroszczę! :D
    A poza tym jestem pod wrażeniem ilości obserwatorów, naprawdę! :O Nie lada wyczyn przy pierwszym rozdziale mieć ich prawie trzydziestu! :)
    Życzę powodzenia w dalszym pisaniu, a może w wolnej chwili wpadniesz poczytać moje opowiadanie? :>

    http://probujacbycsoba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmmm pamietam twoje stare opowiadania i stwierdzam ,że teraz piszesz o 1000 razy lepiej. Jestem ciekawa co będzie w dalszej cześci tej histori, bo przyznaje ma w sobie coś wciagajacego. A więc czekam czekam na więcej i zycze by ci checi i pomysłów nie zabrakło ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Końcówka rozdziału trzymająca w napięciu! Bardzo ładnie i czytelnie piszesz. Podoba mi się! :) Masz talent, nie jest monotonne ani nudne.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny ♥

    pysia-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Piszesz nieziemsko. Wciągające a na dodatek 'estetycznie pisane'. Takie przejrzyste i z logiką. Świetne! Czekam na II rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Super rozdział. Piszesz bardzo wciągająco. Po prostu jesteś świetna. Zapraszam do mnie:
    real-life-sophie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń